Biologii nie oszukasz. Chcesz czy nie, bardziej lub mniej – jesteś zwierzęciem.

Idę z Kumplem na spacer. Nie, Kumpel nie jest cudownym człowiekiem, żebym go z tego powodu mianowała wielką literą na początku. Nie ma też wyjątkowych osiągnięć intelektualnych na koncie czy milionów w portfelu. Nie jest wysoki ani „byczkowaty”. Uprzedzając pytania, duże „K” nie ma też związku z rozmiarem jego klejnotów. Szczerze mówiąc, Kumpel wcale nie jest człowiekiem.

Tak więc spaceruję sobie z Kumplem, a on wylizuje niewidzialne ślady pozostawione przez psie damy. No cóż, mam na smyczy prawdziwego mężczyznę i muszę to zrozumieć. Skupiam się więc na wysyłaniu esów. Trwa to jednak tylko chwilę, kątem okaz zauważam ruch. Kumpel też dostrzegł. Na horyzoncie zawitała czarna suka z bloku obok.

Głupie zagrywki

Scena, która powtarza się systematycznie i niezwykle mnie irytuje:

  1. Czarnula przystaje i wpatruje się w Kumpla. Macha ogonem i czeka.
  2. Kumpel się długo nie zastanawia. Biegnie co tchu w pysku, by się przywitać. Ogonek mało mu nie odpadnie z radości.
  3. Jest już na wyciągnięcie łapy, gdy sucz zaczyna warczeć i ukazuje całą gamę kłów.
  4. Kumpel nie ogarnia baby jednej. Ja też.

Odwrócić bieg zdarzeń

Odrywam się od stukania w telefon. Postanawiam uprzedzić ten mający nastąpić rytuał. Zatrzaskuję smycz i nadludzką siłą staram się pociągnąć Kumpla jak najdalej od czarnuli. Udaje się, odchodzimy! Yes, Yes, Yes! Kumpel – tamta 1:0.

Już myślę, że mamy spokój, kiedy zauważam, że się mylę. Jędza depcze nam po piętach. Ale chwila, odmieniona jakaś, jakby bez miotły. Podąża za nami krok w krok, nie warczy, nie atakuje. Za to merda ogonem i… wącha kumpelowskie odchody (ha!).

Prawda jest tylko jedna

Mam skłonność doszukiwania się we wszystkim czegoś nieprzeciętnego. Ale teraz już wiem, że świat jest prosty jak budowa cepa. Istnieją pewne oczywiste schematy, w których działamy. Biologiczne uwarunkowania nie różnią nas wtedy od innych gatunków.
Bo niby czym odbiegamy od zwierząt np. w relacjach damsko-męskich? Używamy jedynie nieco bardziej cywilizowanych narzędzi:

  • Upatrujemy sobie cel i czekamy, aż nas zauważy. Nie bez znaczenia są wtedy – perfumy, dekolty, trzepotanie rzęsami/napinka klaty, wyżelowany włos, jeszcze więcej perfum.
  • Zazwyczaj się udaje i przez chwilę cieszymy się połknięciem haczyka.
  • Szybko orientujemy się jednak, że bardziej ekscytuje nas zabawa w kotka i myszkę. Umiejętnie wkradamy więc trochę dystansu, aby znów móc delektować się gonieniem króliczka. Tym pożądanym dreszczykiem niepewności.
  • A jak cel zbytnio się oddali, pędzimy co sił, aby obsikać krzaczek, przy którym zaraz będzie przechodził…

Tak to już jest. Kropka. Pozdrawiam Was zwierzaczki 🙂

Dodaj komentarz