Że niby tu? Na tym uboczu? Idziemy uliczką jakich w Warszawie pod dostatkiem. Bloki, przystanek autobusowy, kilka drzew. Na rogu dyskont. Coraz więcej ich rośnie, wkomponowując się w miejski, ponury krajobraz. Tyły sklepu nieciekawe, jeszcze bardziej szare od szarości wkoło. Mijamy kilka nierównych płyt chodnikowych, skrzynie ze starymi pomarańczami, nierzucające się w oczy schody w dół. Schody w dół? Tak, to tu. „Metal Cave – jedyne takie miejsce w stolicy”. Prowokujące. Trzeba to sprawdzić. Podejmujemy się z Miśkiem wyzwania.

Ryzyk fizyk

Płacimy dychę od osoby i wkraczamy w głąb rockowych czeluści. Karmią nas widoki skórzanej garderoby, długich, męskich włosów, ściennych stworów i… O dziwo – miła atmosfera. Widzę pojawiający się w oku Miśka błysk. Zaraz widzę też powód. Barman polewa wyszukane piwa (do tego taniocha). Wybór trunków bezalkoholowych jest za to ubogi. W końcu nie na sok marchwiowy się tu przychodzi (Choć jako fanka świeżo wyciskanego oczywiście próbuję zamówić. Warto było. Komiczna mina „metalowego” barmana mnie rozbraja). No cóż, pozostają chmielowe bąbelki. Którymi zresztą nie zamierzam gardzić (nawet w pubie dostrzegę coś zdrowotnego – klik) 🙂 .

W końcu wzrok pada na scenę. Jest zdominowana przez czerń, bordo i zespół strojący na niej instrumenty. Czuć lekkie podekscytowanie. Lokujemy się z Michem w optymalnym miejscu (blisko sceny i „wodopoju”), czekamy. W końcu rodzą się pierwsze dźwięki. Mocne i elektryzujące. Do tego dochodzi głęboki, niski głos wokalistki. Metal Cave rozbrzmiewa, pod sceną robi się tłoczno. Widać już nie tylko męskie kitki. Kiwają się też faceci w kancik, zadbane dziewczyny, zwyczajni ludzie. Lokal dla każdego i chyba faktycznie jedyne takie miejsce w stolicy!

Wisienka na torcie

Micho zauważa okalający scenę u góry drut. Jara się tym do końca wieczoru i wiem, że usłyszę o tym jeszcze nie raz. Brzmienie gitar, walenie w perkusję i cała ta rockowa otoczka to to, co Misiek lubi najbardziej. O zimnym piwie w ręku nie zapominajmy.

Po kilku minutach wpadamy w trans. Podśpiewujemy zapamiętane frazy, kołyszemy się z tłumem, wypruwamy płuca przy aplauzie. Czego chcieć więcej? Na co czekać? Może jedynie na pierwszy stanik wlatujący na scenę 🙂

Dodaj komentarz