Uwaga nie dla dzieci – godzina 23, wyskakuję z ciuchów. Rozkładam się w pełnej po brzegi wannie i… mam „to” na twarzy i całej reszcie ciała. Włącznie z włosami. A nawet w kubeczku, z którego z zapałem popijam.

Przepis, jakim się z Wami podzielę, zainteresuje pewnie głównie Was kobietki. Choć w gronie fanów nie wykluczam też oczywiście dżentelmenów. W tym Micha, który nie ma wyboru 😛

Problematyczne

Ok., odkryję przed Wami o wiele więcej, niż obnażyło wstępne zrzucenie ciuchów. Bez konkretów nie byłoby sensu iść dalej. Tak więc – jestem alergiczką. Cholernie wrażliwą. Uczulenia objawiają się u mnie:

  • typowymi pokrzywkami, krostkami metabolicznymi i wszelkimi innymi zmianami skórnymi
    (mało kto wie, że pryszcze nie muszą powstawać jedynie z braku higieny)
  • zajadami
  • opuchniętymi oczami
  • trudnościami w oddychaniu
  • wiecznym katarem, kichaniem
  • i w końcu – problemami trawienia (organizm zwyczajnie nie chce tolerować tego, co go alergizuje).

Teraz muszę Was wyprowadzić z błędu – te wszystkie paskudztwa i wyrzeczenia:
„Tego nie zjem, bo mniekempisty leczenie żywieniem zmiany skórne wysypie”
„Tego nie tknę, bo obsmarkam yyy kogokolwiek”
i nieprzespane przez bezdech noce… są już tylko koszmarem przeszłości.

Rok temu, przypadkowo (o ile można tak nazwać wieczne wertowanie artykułów, książek medycznych, latanie po specjalistach i wypróbowywanie wszelkich, nieraz żenujących specyfików…) natknęłam się na doktor Jadwigę Kempisty. Nie zamierzam streszczać jej publikacji, bo internety są pełne wywiadów (klik).
Nie rozwodzę się też dłużej. Tu i teraz chcę się z Wami podzielić najważniejszym. Daję więc przepis, który uratował mi życie.

„Adiós problemos”!

Składniki:

  • Tłuste mleko – 3,2% (Niepasteryzowane lub przetwarzane w bardzo niskiej temperaturze. Łopatologicznie mówiąc – to co stoi w sklepie w lodówce, najczęściej jest w szklanej butelce i ma czerwony korek)
  • Garnek
  • Gaz, prąd (Ognisko 😛 Czy na czym Wy tam gotujecie?)
  • Łyżka stołowa
  • Lejek (Chyba że umiecie, w przeciwieństwie do mnie, nie ufajdolić całej kuchni przelewając cokolwiek do butelki)
  • Coś ciepłego – koc, kołdra, poducha (Po burżujsku można sobie kupić jogurtownicę. Pudełko, które podłączone do prądu, utrzymuje ciepło – maszyna wszech czasów 😉 Uwierzcie, kompletnie niepotrzebna)
  • No i najważniejsze – saszetka z bakteriami (Ja ją kupuję w necie, ale podobno można ją też dorwać w aptekach)

O co chodzi z tą saszetką? Otóż istnieją bakterie, których potrzebujemy. Występują one w naszym organizmie, ale niestety są niszczone poprzez niezdrowy tryb życia, paskudne żarcie, choroby, leki, otaczającą nas cywilizację itd. Na szczęście, aby nie wyginęły zupełnie, hoduje się te bakterie w laboratoriach i można kupić. Są to np. bakterie jogurtowe, l+, bałkańskie czy kefirowe (żeby nie kłamać – kefir powstaje dokładniej na szczepie grzybka nie bakterii).
Po co nam one tak naprawdę? Bo mają niesamowite właściwości:

  • regulują cały układ pokarmowy i zapewniają prawidłową pracę jelit
  • walczą z bakteriami chorobotwórczymi
  • odżywiają organizm
  • zapobiegają alergiom (Mówiąc po ludzku – „robią” w naszym w organizmie spokój, który utrzymuje się nawet podczas kontaktu z alergenem)

Uwaga – efekty uboczne, które uwielbiam:

  • likwidują zmiany skórne i zapobiegają wyskakiwaniu kolejnych pryszczy
  • wygładzają zmarszczki
  • odbudowują włosy
  • zmniejszają cellulit!

A przygotowanie specyfiku jest prościutkie:

mleko

  • Wlewamy mleko do garnka, stawiamy na gaz i czekamy do pierwszego kożucha. Poznacie go po marszczeniu się tafli mleka, gdy na nie dmuchniecie. Nie doprowadzajcie do zagotowania.
  • Lekko przestudzamy
  • Wsypujemy zawartość saszetki (a każdym następnym razem 4 łyżki poprzednio zrobionego jogurtu) i dokładnie mieszamy.
  • Przelewamy zgrabnie do butelki po mleku, zakręcamy.
  • Opatulamy naszą drogocenną butelkę i zostawiamy ją na kilka godzin (ok. 7 h – przy robieniu jogurtu z saszetki, przy następnych podejściach – wystarczy 4-5 h), żeby bakterie mogły sobie spokojnie poszaleć.
  • Następnie wstawiamy do lodówki na 2 godzinki (wtedy jogurt ostatecznie dojrzewa) i to by było na tyle.

Specyfik możecie używać do demakijażu, dolewać do kąpieli, nakładać na co tylko Wam przyjdzie ochota. No i spożywajcie oczywiście, np. z owsianką, w koktajlach, w sałatkach, zupach, z owocami, miodem lub tak po prostu.

Uwierzcie mi, będziecie się uśmiechać patrząc w lustro 😀

29 komentarzy

  1. Michał
    Misiek

    Ehh, dokładnie takie mam widoki każdego dnia 🙂 Jakby to jednak nie wyglądało – faktycznie widać efekty!

    Odpowiedz
    • Zuza
      Zuza

      Chyba nie muszę mówić, kto wygląda podobnie? Jak tylko da się dorwać moim rączkom z nasączonymi wacikami… A jakie okrzyki są wtedy i miniacze grane 😀

      Odpowiedz
    • Zuza
      Zuza

      Niestety w przypadku kupowania jogurtów sklepowych nie mamy żadnej pewności, że zostały one stworzone na bakteriach niemodyfikowanych genetycznych (niestety nie ma u nas obowiązku zamieszczania takowej informacji na etykietach). Poza tym hodując jogurty w domu to my decydujemy jaki szczep bakterii rozmnożymy w mleku (Jest wiele rodzajów bakterii i możemy je dobierać w zależności od tego co chcemy osiągnąć, co nam dolega itp. Bo trzeba pamiętać, że ewidentna poprawa skóry, poradzenie sobie z pryszczami to tylko „uboczny” skutek leczenia poprzez żywienie i smarowanie się jogurtami domowej roboty 🙂 ). Decydujemy również jakie mleko do tego użyjemy (Czyli niepasteryzowane. Jogurty sklepowe jak wiadomo są pasteryzowane). Polecam posłuchać J. Kempisty np. tutaj –

      Odpowiedz
    • Zuza
      Zuza

      O, świetnie, że o tym mówisz Aga! 🙂 W takim przypadku warto się dowiedzieć, na co dokładnie w mleku jesteś uczulona.
      – Jednym z częstszych alergenów jest LAKTOZA, czyli cukier mleczny (a nie białko, jak się uważa). Wtedy ze spożywaniem jogurtów nie ma najmniejszego problemu. Przetwarzanie mleka bakteriami powoduje przekształcenie się laktozy w kwas mlekowy. I mimo, że mleko uczula, to jogurt już nie! 🙂
      – Czasami jest oczywiście też tak, że alergizuje nas białko mleka krowiego. Wtedy sprawa też nie jest przegrana. Mamy przecież inne mleka – np. kozie. Na nich też można robić jogurt. Ważne jest tylko, żeby były tłuste, pełnowartościowe. Na odchudzonym mleku (jakimkolwiek) jogurt nie wyjdzie.
      Powodzenia! 🙂

      Odpowiedz
      • Joanna K

        Wg mojej lekarki muszę unikać mleka koziego i owczego, bo kozy i owce są skrzyżowanie z krowami w 90 %. (Nie mogę spożywać wszystkich produktów mlecznych a laktozę trawię ok- wg badań krwi, więc to bardziej białko). Lekarka powiedziała, że jeśli bwrdzo chcę pić mleko i nie chorować, poleciła mleko z wielbłąda, konia lub osła. Ja darowałam sobie poszukiwania i wraz z dziećmi pijemy „mleko” migdałowe. Ma 0g cukru, więc do zrobienia jogurtu dodaję1-2 łyzeczki cukru.

    • Joanna K

      Ja też nie mogę spożywać ani mleka , ani produktów mlecznych. Ostatnio robię w domu „jogurt” na mleku migdałowym, ale nie wiem jakie szczepy bakterii mam – dostałam kuleczki do znajomej.

      Odpowiedz
  2. sgdfgbvsdffassdfghfgbsdfgb

    a link do konkretnych bakterii to gdzie
    i kto mi zagwarantuje ze nie beda falszywe

    Odpowiedz
    • Michał
      Misiek

      Wystarczy wpisać w google „sklep bakterie L+” i zaraz się pojawi elegancka lista z linkami. Nie chcemy tutaj faworyzować żadnego sklepu.
      Co do gwarancji… Zwykły produkt, który kupujesz w zwykłym sklepie. Kto i w jakim celu ma Ci tutaj ściemniać?

      Odpowiedz
      • Zuza
        Zuza

        Poza tym te bakterie są hodowane laboratoryjnie, a proces nadzorują specjaliści. J.Kempisty zaświadcza o ich naturalności i zdrowotności. Naprawdę polecam posłuchać jej wywiadów! 🙂

    • Michał
      Misiek

      Cześć,
      jak wspomniałem wcześniej – wystarczy wpisać w google „sklep bakterie L+” i zaraz się pojawi lista sklepów gdzie można kupić wspomniane bakterie

      Odpowiedz
  3. Ela

    Nie rozumiem tego zdania 🙂 – Wsypujemy zawartość saszetki (a każdym następnym razem 4 łyżki poprzednio zrobionego jogurtu) i dokładnie mieszamy.
    Rozumiem, że gotujemy cały litr mleka?
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Zuza
      Zuza

      Elu, za pierwszym razem do litra mleka wsypujemy całą saszetkę. Tak powstaje nasz pierwszy jogurt. Pijemy go, używamy do kosmetyki itd. – i pamiętamy zostawić z niego 4 łyżki. Podgrzewamy nowe mleko (litr naturalnie), przestudzamy i mieszamy z tymi 4 łyżkami zostawionego jogurtu. Tak powstaje nasz drugi jogurt – i każde następne. Mam nadzieję, że udało mi się teraz zrozumiale wyjaśnić. Jeśli coś jest niejasne – można śmiało pisać, wytłumaczę jak tylko będę umiała najlepiej. Pozdrawiam!

      Odpowiedz
    • Zuza
      Zuza

      Agnieszko, jogurt robiony domowym sposobem trzeba traktować jak ten kupny- czyli zdecydowanie trzymam go w lodówce. A co do czasu przechowywania- szczerze mówiąc my pochłaniamy 2 butelki dziennie, wiec przechowywanie jest dla mnie pojęciem abstrakcyjnym 😉 ale ok.5 dni na spokojnie wytrzyma w dobrej kondycji.

      Odpowiedz
      • Zuza
        Zuza

        Zuzia, dzięki, że dzielisz się doświadczeniem! Mi osobiście jogurt nie wyszedł raz jeden – za granicą. I było to spowodowane mlekiem – translator zdradzil mi potem, ze bylo ono pasteryzowane, mikrofiltrowane i w ogóle przetworzone na wszystkie możliwe sposoby. Pozdrawiam!

  4. Weronika

    Jogurt nie wyszedł, mleko pozostało mlekiem, ale czy mimo to moge go użyć, czy lepiej nie ryzykować?

    Odpowiedz
    • Michał
      Michał

      Przygotuj drugie mleko i wymieszaj z tym, które nie wyszło. Potem delikatnie podgrzej całość, by doprowadzić do odpowiedniej temperatury i odstaw raz jeszcze na parę godzin wg instrukcji. Powinno się udać 😉

      Odpowiedz
      • robo

        Otóż to: odpowiednia temperatura to jaka?
        Np. wobec drożdży spożywczych i winnych podaje się optymalną ok. 27-28st.C. W wypadku spożywczych wolę jednak temp. rzędu 32st.C 🙂
        Jaka temperatura jest optymalna w wypadku jogurtu, kefiru? A jaka temp. zabije bakterie czy drożdże?

      • Michał
        Michał

        Robo – sprawa jest tutaj prosta:
        zagrzewasz mleko to pierwszego kożucha. Zdejmujesz garnek z ognia i czekasz aż ostygnie do temperatury „zdolnej do picia”. Nie ma potrzeby siedzieć z termometrem w garnku 😉

    • Zuza
      Zuza

      Dafi, zależy o co pytasz – pojedynczo zrobionego jogurtu, czy bakterii w ogóle? Pojedynczy jogurt wytrzymuje całkiem sporo – oczywiscie może to zależeć od świeżości mleka, jego jakości itp.- ale do tygodnia raczej wytrzymuje (trzymany w lodowce naturalnie). A bakterie w ogóle nadają się do przetwarzania na ok.3 msc (przynajmniej mi – ale robie jogurt codziennie). Analogicznie, jeśli ktoś robi rzadziej,to starczają na dłużej.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz