Przygniata nas dzisiaj parne popołudnie. Słońce odbija się od szyb ciężkich warszawskich wieżowców. Oblepia ciała przemykających między budynkami ludzi. Instynkt przetrwania każe szukać zadrzewionych uliczek, klimatyzowanych pomieszczeń i butelki wody. Zaopatrzeni w to ostatnie postanawiamy wyjść z Miśkiem poza schematy i zamiast a) zrzędzić, b) spędzać popołudnie w centrum handlowym, wyruszamy na… Tadam –  poszukiwanie wiatru. Ok., porażka po całości. Zdjęcie główne popsuło zabawę. Jak myślicie, znaleźliśmy choć delikatny powiew? 😀 No trudno i tak powiem, co do powiedzenia mam. A miewam dużo.

Kolejowy Most Gdański zna chyba każdy. Zwyczajny most – drewniane, wiekowe panele wzdłuż torów tramwajowych, zielonkawe przęsła, ceglana podmurówka. Jak dla mnie w jego prozaiczności tkwi jednak coś przyciągającego. Pewnego rodzaju dostojność. Autentyczność. Może dlatego właśnie ujmuje też innych i bywa częstym bohaterem plenerowych sesji zdjęciowych?

Tego popołudnia przyciąga nas jednak nie sam most, a Kładka św. Stanisława Kostki tuż obok.

kladka

Zamknięta zresztą. Niedostępna. Intrygująca. Chwila namysłu… I nasza mania wszędobylstwa wygrywa. Ok., nieprawda, wcale się nie zastanawiamy. Przyszliśmy tu celowo 🙂 No więc gramolimy się na górę (nie wiedząc czemu, wejście nie jest na normalnym, ludzkim poziomie!). Długie nogi Micha plączą się między barierkami, ale w końcu udaje się nam dostać na drugą stronę.

most

Cienka, kratkowana ścieżka z prześwitami na to co pod nami – Wisłę. Z radochą ruszamy przed siebie. Mijamy kolejne przęsła, aż spostrzegamy możliwość wejścia na filary. Tym razem kombinujemy, jak tu bez utraty zębów znaleźć się ze 2 metry niżej. Co to dla nas (…Misiek jak zwykle jakimś cudem transportuje tam siebie i mnie. I żyjemy). No i jesteśmy na betonowej, półokrągłej powierzchni wysuniętej wysoko nad taflę wody. Cały metr na metr tylko dla nas! Otwarta przestrzeń ukazuje leniwą, połyskującą w słońcu rzekę.

kolumna

Micho zachowuje spokój, ale wiem, że robi w porty za każdym razem, gdy zbliżam się do krawędzi. Siadamy więc w bezpiecznej odległości. Przy przęśle. I najzwyczajniej w świecie cieszymy się chwilą. Upajamy się wolnym popołudniem, słońcem na policzkach, widokiem dostępnym dla nielicznych (recydywistów!).

P.S. A teraz Was zaskoczę. Przewiało nas 😛

2 komentarze

    • Zuza
      Zuza

      Masz rację Aga, miejsce jest idealne na randki! Po 1. zapewnia intymność, mało kto się tam kręci, po 2. dostarcza szczyptę adrenaliny, którą faceci lubią 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz